piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 1

Rozdział 1

 Rano obudziły mnie ciepłe promienie słoneczne, przebijające się przez zasłony na moim oknie. Zwlekłam się leniwie z łóżka, wcześniej spoglądając na zegarek, leżący na szafce nocnej. 12:18... No to sobie dziś pospałam. Były wakacje, więc nie musiałam wstawać rano. Ale dziwiłam się trochę, że mama nie obudziła mnie wcześniej, żebym wyszła z psem lub do sklepu.. No nic, wstałam, więc z łóżka po drodze przeglądając się ulotnie w lustrze, gdy tylko zobaczyłam jak wyglądam, momentalnie przez moją głowę przeszyły słowa "O mój Boże!". Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej czarne, długie leginsy, odrobinę za duży, kremowy sweter, po domu oraz czystą, czarną bieliznę. Zabierając ze sobą ubrania udałam się do łazienki. Rozebrałam się i wrzuciłam brudne ubrania do kosza na pranie. Związałam szybko moje długie, brązowe, lekko kręcone włosy w wysokiego koka, aby nie zmoczyć włosów i weszłam pod prysznic. Opłukałam się, po czym sięgnęłam po truskawkowy żel i dokładnie umyłam nim swoje ciało. Spłukałam całą pianę i wyszłam z kabiny prysznicowej. Owinęłam się fioletowym, puchowym ręcznikiem, który ledwo zasłaniał moją pupę, podeszłam do umywalki i zaczęłam myć zęby. Gdy skończyłam, zdjęłam ręcznik, wytarłam się nim, po czym tak jak poprzednio piżamę wrzuciłam do kosza na brudy. Ubrałam bieliznę, skarpetki, następnie leginsy, a na koniec sweter. Rozplątałam włosy, okładając gumkę na półkę obok i zabrałam się za rozczesywanie moich (jak zawsze) pokołtunionych włosów. Skończyłam za jakieś 10 min. i zrobiłam sobie lekki makijaż, nie chciałam  rzucać się w oczy.. Po około 40 minutach spędzonych w łazience, wróciłam do swojego pokoju. Poprawiłam łóżko, czyli ułożyłam poduszki i zakryłam wszystko kołdrą, która leżała na nim rozwalona. Jeszcze raz przejrzałam się w lustrze, "o wiele lepiej" pomyślałam. Zeszłam na dół do kuchni, zamierzając coś zjeść na śniadanie, gdy zauważyłam jakąś karteczkę na wysepce kuchennej, na której było napisane:

" Jestem u koleżanki na kawie, wrócę za jakieś trzy godzinki, czyli o około 15-16 :)) Obok masz 20 zł, pójdź proszę do sklepu i kup mleko i mąkę, dziękuję. Mama :* " 



Po przeczytaniu odłożyłam karteczkę z powrotem na blat i podeszłam do lodówki, wyciągając z niej serek śmietankowy puszysty oraz por. Położyłam to wszystko na blacie, po czym zabrałam por i przemyłam, go dokładnie pod zlewem. Gdy skończyłam robić kanapki ustawiłam je na talerzu i nalałam sobie soku pomarańczowego do szklanki. Zabrałam to wszystko i udałam się do salonu, położyłam talerz ze szklanką na stoliku przed sofą, siadając na niej. Włączyłam TV i na ekranie pokazał się, kolejny odcinek serialu "Dlaczego ja?", lubiłam nawet to oglądać, więc odłożyłam pilot obok i zabrałam się za jedzenie. Gdy skończyłam jeść, w tym samym czasie w którym skończył się serial, zaniosłam naczynia do kuchni, wsadzając je do zmywarki. Wtedy do kuchni przybiegła Mela, mój pies, rasy bernardyn, była ogromna, więc za każdym razem, gdy z nią wychodziłam, ludzie szli z lekkim strachem w oczach, a zwłaszcza te głupie suki ze swoimi jorkami (czyt. szczurami). Skończyłam swoje rozmyślania, gdy ujrzałam, że Mel gdzieś odchodzi, co kok odwracając się do mnie. Zrozumiałam, że mam za nią iść, więc zrobiłam to. 

-Co tam mała? - zapytałam, zaciekawiona o co jej chodzi.
Często zwracałam się do niej "mała", chociaż wcale taka nie była. Mel zatrzymała się pod drzwiami wejściowymi, a ja przykucnęłam przy niej, całując ją w główkę. Mel spoglądała to na mnie, to na smycz i obrożę, leżące na niskiej szafce na buty obok.
- Ta.. Mogłam się domyślić. - odparłam do siebie, gdy zorientowałam się, że Mela musiała 'załatwić swoje sprawy'.
-Zaczekaj chwilkę, zaraz wyjdziemy, skarbie. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Tak, gadałam z psem i nie uważam tego za dziwne, pewnie większość ludzi rozmawia ze sowimi pupilami. Przynajmniej tak myślałam.. Mela pomachała energicznie ogonem i pobiegła gdzieś na górę. Ja poszłam do góry po swojego Iphone i zeszłam z powrotem na dół. Wyjęłam z szafki swoje czarne vansy, zakładając je na nogi.
- Mela! Idzieemy! - krzyknęłam, po czym usłyszałam radosne poszczekiwanie z góry, które szybko stawały się głośniejsze. A za chwilę już mogłam zobaczyć Melę, która szybko biegła skacząc na mnie. O mało co bym się nie wywróciła pod jej ciężarem ale na szczęście za mną było ściana, o którą się oparłam. Gdy tak ze mnie zeszła, założyłam jej obrożę, po czym sięgnęłam po smycz i podpięłam do niej. Zabrałam klucze i wyszłam, zamykając za sobą dom na dwa zamki. Nie miałam gdzie wsadzić telefony, więc schowałam go do leginsów, tak by nie wypadł, ale też tak by nie wpadł głębiej. Po tym, ruszyłam w stronę lasu, do miejsca, które prawdopodobnie znam tylko ja z Melą, ponieważ codziennie przychodziłam tam z Melą i nigdy tam nie spotkałam. Żeby tam dojść trzeba przejść dość długi kawał, ale nie przeszkadzało mi to i tak nie miałam nic innego do roboty. Trzeba wejść do lasu tak jakby 'głównym' wejściem po czym skręcić w prawo prawie nie widoczną drużką. Po pewnym czasie drużka skręca w prawo, ale iść trzeba cały czas prosto, przedostać się przez gęste krzaki i różne takie, aż w końcu jesteś na miejscu. Na środku znajdowało się OGROMNE drzewo z baardzo wieloma dużymi gałęziami. To było moje ulubione miejsce w tym miejscu, zawsze wdrapywałam się na nie i wyciągałam mój pamiętnik i długopis z niewielkiej dziury w drzewie. Połowa drzewa rosła na twardym gruncie, a do drugiej sięgała już woda z dużego pięknego jeziora. Z mojego miejsca był na prawdę piękny widok.. Prawie wszędzie stały piękne, duże drzewa wiśni. Kochałam to miejsce, wszystko co było słychać to śliczne śpiewy ptaszków, A po za tym... cisza. I to mi się tam podobało, mogłam się tam w spokoju relaksować. Skończyłam moje rozmyślania, gdy usłyszałam szczek Meli, która warczała na jakiegoś 'cziłałę', którego właścicielką była jakaś plastikowa blond dziwka, która miała na sobie różową "sukienkę" w panterkę, która ledwo co zasłaniała jej dupę... masakra.
- Pilnuj lepiej tego swojego psa, bo jeszcze coś zrobi mojej perełce! A wtedy już za siebie nie ręczę, szmato! - Słowo 'psa' wypowiedziała z ogromnym obrzydzeniem. Niech lepiej spojrzy na swojego szczura! Zgaduję, że razem z nim wyszła dopiero co z burdelu. Zaczęła odchodzić, kręcąc dupą jak kierownicą na ostrym zakręcie i zarzuciła swoje doczepy na plecy.
- Dziwka.. - odpyskowałam bardziej do siebie. Nie chciałam by to usłyszała, ale niestety. Odwróciła się i rzuciła na mnie pełne złości spojrzenie.
- Co powiedziałaś?! - prychnęła, zakładając na biodro rękę i unosząc jedną brew z widocznym jadem w oczach.
- nic... - powiedział patrząc na swoje buty.
- Tak myślałam - odparła z głupim uśmiechem i zwycięstwem w oczach. Taka była prawda... to ona wygrała, niestety. Czemu nie mogę być śmielsza?! Czemu akurat ja jestem taką głupią ciotą, żeby przegrać z jakąś dziwką!? 
- chodź Mela.. - powiedziałam, po tym jak plastik ze swoim szczurem zniknęła za zakrętem.

***


Doszłam w końcu z Melą do domu, otworzyłam szybko drzwi. Miałam dość tego upału. Odpięłam  psu smycz, a ta od razu pobiegła do kuchni do swojej miski z wodą i łapczywie zaczęła ją pić. Ja zdjęłam buty i również pobiegłam do kuchni, łapiąc za butelkę z wodą i wypiłam prawie całą z gwinta. Pobiegłam do pokoju, by się przebrać. Wyjęłam z szafy krótkie spodenki z ćwiekami przy kieszeniach i białą, cienką, przewiewną bluzkę na ramiączka z dużym dekoltem z przodu jak i z tyłu. Byłam zbyt spocona i śmierdziałam, więc byłam zmuszona wziąć krótki prysznic. Pobiegłam razem z ubraniami, więc do łazienki. Rozebrałam się szybko i wskoczyłam, dosłownie, do kabiny. Opłukałam się tylko zimną wodą i wyszłam dokładnie wycierając się moim fioletowym ręcznikiem. Prawie wszystkie moje ręczniki były fioletowe, bo to mój ulubiony kolor. Gdy byłam już ubrana, związałam włosy w koka na czubku głowy. Zabrałam jeszcze telefon i laptopa z pokoju i wróciłam na dół do salonu. Zostawiłam to wszystko w salonie i poszłam do kuchni, wyjąć z reklamówki mąkę i mleko, po które byłam wcześniej z Melą w sklepie. Schowałam je do odpowiednich szafek i wróciłam do salonu, gdzie leżała Mela. Usiadłam wygodnie na sofie, włączyłam TV na niceloedon, gdzie leciało 'Tess kontra chłopaki'. Położyłam sobie już włączonego laptopa na kolanach i weszłam na facebooka. Nigdy nie mam żadnych powiadomień, więc weszłam tylko pooglądać główną tablice.. Gdy już się zalogowałam zauważyłam, że mam ...... 1 powiadomienie!! Weszłam w nie, a tu zaproszenie do gry.. moja mina momentalnie zrzedła. Taka tam zgacha! Usłyszałam wibracje w telefonie, a potem mój dzwonek. Odebrałam, a w słuchawce usłyszałam, poważny, niski, męski głos.

- Halo? - zapytałam
- Pani Rose Josephine Goldenmayer? - zapytał oschle.
- T-tak ... - zająkałam się.

----------------------------


NO heej! :))Wiem, że jest bardzo krótki ale to tylko początek :D Wgl. już miałam napisane chyba z połowę rozdziału, bo pisałam go na plastyce i kurwa nauczycielka zobaczyła i mi zabrała! Co za menda.. i musiałam od początku pisać ;( Wiem, że nudny, ale to pierwszy, więc spokojnie kolejne będą ciekawsze ;) Mam nadzieję, że się spodoba i życzę miłego czytania :* 

                  CZYTASZ = KOMENTUJESZ

3 komentarze:

  1. " Zaczęła odchodzić, kręcąc dupą jak kierownicą na ostrym zakręcie " hahahahhahaaahshshshah ; D XDDD

    OdpowiedzUsuń
  2. " Gdy już się zalogowałam zauważyłam, że mam ...... 1 powiadomienie!! Weszłam w nie, a tu zaproszenie do gry.. " hahah XD u mnie tak samo czasami jest :D XD

    OdpowiedzUsuń
  3. 42 year old Administrative Officer Hobey Rand, hailing from Windsor enjoys watching movies like I Am Love (Io sono l'amore) and Flying disc. Took a trip to Gondwana Rainforests of Australia and drives a Ferrari 250 GT Series 1 Cabriolet. porada

    OdpowiedzUsuń